Zapraszam na nową stronę www.Psychotronet.pl, z usługami psychotronicznymi, Lubartowska Szkoła Psychotroniczna


Tu chodzi tylko o wiedzę!

Tak się złożyło, że po szkole podstawowej poszedłem do szkoły zawodowej (zanim ukończyłem szkołę średnią itd.). Z perspektywy czasu zauważam, że nie był to czas zmarnowany, choć przez długi okres tak myślałem (ze względu na raczej humanistyczne zainteresowania). Nauczyłem się tam mianowicie warsztatowego trybu podchodzenia do wiedzy.
Miałem zajęcia z kilkoma "profesorami", którzy bardzo lubili pokląć, pokrzyczeć (a i popić) i na inne sposoby zdradzać swoje "nieokrzesanie". Oczywiście krzywdy nie robili, ale daleko im było do "ideału".
Nie zmieniło to jednak faktu, że przekazywali skuteczną wiedzę. Uczyli praktycznych rzeczy, które działały.
Ich osobowość, charakter, temperament nie miały z tym nic wspólnego. Umiejętności są umiejętnościami. Jeśli potrafisz przekazać wiedzę to nieistotne jakie masz "zady i walety". Nie musisz się zastanawiać czy jesteś wystarczająco dobry. Liczy się tylko skuteczność (siódma zasada Huny notabene).
Mówiąc w tytule o wiedzy mam na myśli wiedzę teoretyczną (wiadomości) i praktyczną (umiejętności). (A wiedza służy do rozwiązywania problemów, nie zaś "pompowania ego".)
Taki "sor" przekazywał wiedzę za pieniądze. Dzisiaj sam to robię w swojej Akademii Munina. Po ponad roku prowadzenia zajęć online doceniam czas spędzony na warsztatach zawodowych. Nie oznacza to, że nie zastanawiam się nieraz czy nie jestem za mało komunikatywny, czy nie wprowadzam za dużo minorowych tonacji itd., i przede wszystkim czy nie "włażę w butach" w prywatność uczestników. Bo prawie wszystko jest dopuszczalne, ale nie uprzedmiotawianie cudzego życia.
Zauważam na zajęciach, że nie muszę ani czuć się nikim specjalnym, ani stwarzać takich pozorów u kursantów, by to, co przekazuję działało. Czasami podczas zajęć sam się uzdrawiam, bo akurat coś mi tak czy inaczej dokucza. Wspólnie z nimi korzystam z cudownej wiedzy Huny czy elementów Bonu.
Nie muszę się ani wywyższać, ani poniżać. Ludzie pracują, rozwijają doświadczenie, relacjonują o skuteczności praktyki, i przede wszystkim chcą więcej.
To samo odnieść można do klientów. Niektórzy mają nieco - że się tak brzydko wyrażę - wypaczone pojęcie Huny, psychotroniki, podchodzą do mnie jak do "ezoteryka", albo "okultysty", mówiąc o "duchach", "opętaniach", "podłączeniach", "zjadających towarzyszach". Co ja na to? Kiedyś jednej z klientek zaleciłem zainteresowanie się biznesem, zarabianiem pieniędzy (z czym miała problem) jako panaceum na jej "podczepienie". A z reguły kwestionuję system przekonań takich osób, np. wspominając o placebo, autosugestii, fantazji itd. i postuluję zejście "na ziemię".
Rozejrzyj się dookoła: czy ktoś cię wiąże? Czy widzisz tu jakieś duchy i "astralne wpływy"? Wiedza zawsze związana jest z tym, czego doświadczasz, a doświadczenie "normalne" jest tym, czemu zawdzięczamy w życiu tak wiele i czemu powinniśmy być wierni, zwłaszcza kiedy chcemy poszerzyć świadomość o aspekty energetyczne.
Podzielając zdanie Serge'a (który z tego, co pamiętam pisze o tym w książce "Wiedza z Hawajów. Huna - praktyczna filozofia życia"), że te różne opętania itd. są kwestią wytwarzania myślokształtów i reagowania na projekcje własnej wyobraźni (które mogą łączyć się z uruchomieniem - chaotycznym - jakichś zdolności psychicznych). Powiedziałem kiedyś o tym komuś, kto uczył się troszkę na Hawajach (i to od Serge'a), ale zatrzymał "longowskie" przekonania co do opętań, i ten ktoś niespecjalnie potrafił się z tym zgodzić. Jak widać są różne "huny", ale Serge akurat na ten temat wyraża się wyraźnie i jasno (i wolę przyjąć jego Hunę niż ufać zdaniu kogoś, kto spędził w jego otoczeniu może kilka tygodni).
(Nie twierdzę, że nie ma "astralu", ale skoro nic o nim nie wiesz, to wszystko, co na jego temat myślisz będzie iluzoryczne a tego rodzaju wyobrażenia wprowadzą w chaos twoje uczucia i energię, a w końcu ciało i wywrócą życie do góry nogami. Czy chcesz tego?)
Wiemy bardzo dużo - mamy dużo wiadomości, ale i umiejętności. Bazujmy na tym, nie na teoriach i dogmatach. Wiara w to, że możesz zostać opętany przez "zjadającego towarzysza" jest mniej korzystna, niż uznanie przeciwnego poglądu. Pogląd przeciwny prowadzi do większego rozluźnienia i radości. Poza tym nie jest sprzeczny z tym, co wiemy o świecie w "normalny" sposób.
Można zawsze zmienić regułę z mniej korzystnej na bardziej korzystną, skoro to i tak kwestia opinii, poglądu a nie wiedzy.
A najlepiej w ogóle nie sądzić i nie wypowiadać się na temat rzeczy, co do których istnienia nie przekonuje nas doświadczenie i jego naoczność. To jak w znanej formule Wittgensteina: "o czym nie można mówić, o tym należy milczeć". Jest to bez wątpienia jedno z najbardziej praktycznych haseł zachodniej filozofii.
Normalni ludzie nie mają problemu z duchami. "Materialiści" często są szczęśliwsi od "spirytualistów". Może czas, aby ci drudzy zaczęli uczyć się od tych pierwszych przede wszystkim zdrowego rozsądku?
"Materialiści" są częstokroć o wiele bardziej uczciwi, przezorni, sprawiedliwi, otwarci, wrażliwi, zdrowsi, zrównoważeni fizycznie, psychicznie i na różne inne sposoby szlachetniejsi (mniej egoistyczni) pod względem osobowości i charakteru niż "czciciele Ducha" (np. szanują zasadę pracy i zarobku, chcą płacić a nie mieć wszystko za darmo). Przede wszystkim nie dają się oczarować przemawiającym z pseudo-autorytetem nauczycielom, którzy sprzedają im "nieprawdopodobne historie", bzdety, frazesy, czyli stosują po mistrzowsku nieraz siódmą zasadę Huny: miarą prawdy jest skuteczność.
Ta zaś nie zależy od tego, jak wygląda, zachowuje się i mówi nauczyciel czy terapeuta, ale jakie ma naprawdę wiadomości i umiejętności - czyli od jego wiedzy, bo tylko o nią tu chodzi.
(Jeśli podzielasz to, o czym napisałem nie będziesz krytykować terapeutów, nauczycieli domagając się od nich doskonałości i wytykając im jakieś niedostatki. Dopiero wtedy staniesz się zdolny, by się od nich uczyć, kiedy zaczniesz szanować to, że są zwykłymi ludźmi.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz