Zapraszam na nową stronę www.Psychotronet.pl, z usługami psychotronicznymi, Lubartowska Szkoła Psychotroniczna


Prawdziwy Zen, fałszywy Zen

Jakieś 15 lat temu odwiedziłem po raz pierwszy ośrodki Zen i zainteresowałem się Zenem jako metodą duchowego rozwoju. Pierwotnie mocno wiązałem go z buddyzmem, potem odkrywałem coraz bardziej jego uniwersalne znaczenie.
Dzisiaj coraz częściej praktykuje się Zen pozabuddyjsko, jako formę medytacji ciała, umysłu i... no właśnie. Tutaj pojawia się problem.
Powinienem napisać "ciała, umysłu i energii". Ale o energii w środowiskach Zen, przynajmniej w Polsce, raczej się milczy.
Jak mówią Chińczycy - pijesz wodę to pomyśl o źródle. Źródło Zenu bije w Shaolin. A Chan (bo tak po chińsku brzmi "zen") i energia qi to jedność. To nierozerwalna wiedza, jak Qigong i qi (choć są różne odmiany "qigongu"). Zresztą w Shaolin Qigong to jedna z integralnych form praktyki Chan (Zen).
W Shaolin mnisi pracują z energią, z czakrami i Zen w tradycyjnej formie również pracuje z energią. Fałszywy Zen nie mówi o niej ani słowa. Jest on trupem prawdziwego Zen, szkodliwą karykaturą.
Szkodliwą, ponieważ zagłębianie się w biernej medytacji bez pracy energetycznej grozi chorobami fizycznymi i psychicznymi.
Przez długi czas miałem pojęcie bardzo filozoficzne na temat Zenu, ale uległo ono zmianie. W Japonii niejeden mistrz Zen głosi na temat "ki" (japońskie tłumaczenie chińskiego "qi"), słyszałem o jednym, przyjeżdżającym do Polski, który swoim uczniom "zadawał" praktyki Qigongu. Ten człowiek musiał być naprawdę oświecony i "robię pokłon".
W Zen chodzi o energię podobnie jak w Jodze. Kto tego nie wie, ma bardzo płytkie doświadczenie i zrozumienie siebie i świata.
Z energią, z czakrą "hara" praktykuje się np. w szkole Rinzai. Sam uczyłem się szczegółów Zazen z podręcznika (uzupełniałem wiedzę, metodę poznałem w ośrodkach) jednego z uznanych japońskich mistrzów, który miejscami przypominał wykład z psychotroniki.
My na Zachodzie, na tym za dużo myślącym Zachodzie nie znamy prawdziwego Zen. A kiedy ktoś do nas przyjeżdża, nie umiemy słuchać lub przyciągamy tylko ludzi o małej wiedzy (a mimo to mających dużo do powiedzenia; ot, cały Europejczyk).
Założę się, że gdybyś poprosił mnicha Shaolin o lekcję Zen, to w pewnym momencie zacząłby Ci udzielać instrukcji do Qigongu. To jest nierozerwalna jedność w medytacji - ciało, energia i umysł. Jeśli zgubisz jedno, stracisz wszystkie.
Chyba najlepszy wyraz japońskiemu, energetycznemu, prawdziwemu Zen, z jakim się spotkałem na Zachodzie daje Zen Shiatsu (m.in. metody terapii manualnej) Shizuty Masunagi.
Praktyka Zazen bez ukierunkowania na energię i pewnych związanych z nią metod może bardzo zaszkodzić, doprowadzić od halucynacji, rozbicia osobowości, chorób fizycznych na tle nerwowym czy krążenia, zwyrodnienia stawów itd.
Z kolei stosowana wraz wiedzą o "ki" staje się jedną z najwspanialszych i najbardziej skutecznych form praktyki wewnętrznej i uzdrawiającej.
Nie ma Zen bez "ki" - pamiętaj, że ostrzegałem, jeżeli będziesz się upierał przy odwrotnej tezie. Ja już "oberwałem" za ignorancję, nikomu tego nie życzę.
===
Zen bez mistrzów zen - książka dość alternatywna. "Zen bez mistrzów zen nie jest wyrafinowanym żartem, przyobleczonym w nową formę buddyzmu. To nowa forma buddyzmu podana pod postacią wyrafinowanego żartu. Jeśli nie potraficie się z tego śmiać, nie jesteście w stanie dotrzeć do sedna rzeczy. Jeśli traktujecie to tylko ze śmiechem, tracicie szansę na oświecenie. 'Ta książka jest zwierciadłem. Gdy zajrzy do niej małpa, nie wyjrzy z niej filozof'.'"- Robert Anton Wilson, autor Powstającego Prometeusza

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz