Zapraszam na nową stronę www.Psychotronet.pl, z usługami psychotronicznymi, Lubartowska Szkoła Psychotroniczna


Chcieć albo musieć - wybór należy do Ciebie

Swego czasu zaopatrzyłem się w podręczniki edukacji biznesowej autorstwa człowieka, który uchodzi za największego szkoleniowca pod tym kątem na świecie. Interesujące materiały, ale pojawił się pewien problem. Autor używał często słowa "muszę" jak mniemałem w sensie imperatywnym, rozkazującym, a w każdym razie sens warunkowy ("musisz, jeżeli chcesz widzieć taki czy inny efekt") był dla mnie nieczytelny.
Po pewnym czasie stosowania i zgłębiania tych książek narósł we mnie tak wielki stres, że dosłownie wyrzuciłem je na śmietnik.
Byłem przekonany, że istnieje inna droga do porządkowania i rozwijania działalności, niż stałe zmuszanie się do czegoś. I że samodyscyplina nie oznacza kierowania się logiką "muszę". Że definiowanie samodyscypliny jako robienia tego, co musi się zrobić jest błędne (albo po prostu zmienia to sens słowa "samodyscyplina", które miałem we własnym słowniku).
Kilka lat temu słuchałem wykładu lamy Tenzina Wangyala Rinpocze podczas retritu "Trzy Bramy" w Wildze pod Warszawą, który powiedział wtedy: wykreśl ze swojego słownika słowo "muszę". Nie robię czegoś pod presją autorytetu (w każdym razie świadomie), ale wypróbowałem ten sposób podejścia do życia wielokrotnie. Zauważyłem, że większość ludzi (i to tych, którzy powtarzają "jestem wolny" i się ze swoją wolnością afiszują) żyje w mentalnej niewoli, będąc poganianymi przez imperatyw "muszę". Zdecydowanie się na wolność to akt, którego dokonuje niewielu z nas.
Dlatego ta wiedza jest tak potrzebna. Znajduje się ona również w Hunie (druga zasada - KALA, czyli Wolność).
Są tacy, którzy mówią "jestem wolny", ale w ich wnętrzach występuje stale przymus robienia czegoś z lękiem, uległość autorytetom. Słowa można mnożyć i mnożyć, ale to czyny świadczą o tym, co naprawdę wiemy i potrafimy.
Mocni w gębie są słabi w dziele. Twierdzę, że można z tego zrobić powszechną zasadę.
Mówimy "jestem wolny" ale wykonuję pracę, do której się zmuszam, jestem w związku na przymus, stosuję z przymusem jakieś formy terapii (np. ślepo ufam autorytetowi lekarza abo naturoterapeuty, co także skutkuje przymusem robienia tego czy czegoś innego), zmuszam się do relacji z określonymi ludźmi i do jakichś praktyk duchowych (bo ulegam jakiemuś autorytetowi nauczyciela duchowego, często stworzonemu przez samego siebie).
Wszędzie, gdzie jest autorytet, jest przymus jak i wszędzie, gdzie występuje mentalność niewolnika pojawia się autorytet.
Takie dziedziny, które kosztują nas najwięcej zmartwień są najbardziej okupowane przez "muszę". Po prostu decydujemy się oddać w niewolę, aby pozbyć się trosk. Postanawiamy, że droga poprzez poddaństwo i lęk jest lepszym sposobem na rozwiązanie jakiegoś problemu, niż wolność i przejęcie władzy we własne ręce.
Sądzę, że każdy człowiek jest w ten sposób uwarunkowany, jest to naturalna tendencja ego. Ale można z tym pracować. Oczywiście nie ma przymusu. Możesz być niewolnikiem całe życie, dzień za dniem zmuszając się do robienia czegoś, myślenia w określony sposób i bać się kary ze strony autorytetu. Chcieć albo musieć - wybór należy do Ciebie i do mnie właśnie teraz, w tym momencie.
Kiedyś człowiek, który stworzył wielomilionowy biznes działający na wszystkich kontynentach i dokonał tego w kilka lat dał mi dobrą radę: traktuj pracę jak zabawę, nic za wszelką cenę, że coś musisz. Przyznaję, że jestem chyba trochę oporny, bo kilka lat zajęło mi bardziej namacalne dotarcie do prawdy leżącej u podstaw tej prostej zasady. Nie zamierzam jednak zmieniać teraz podejścia do pieniędzy i powracać do nauczycieli, który promują autoprzemoc tylko dlatego, że są sławni.
===
Zobacz książkę Wolność emocjonalna w Sklepie Munina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz