Zapraszam na nową stronę www.Psychotronet.pl, z usługami psychotronicznymi, Lubartowska Szkoła Psychotroniczna


Seks i koncepcja predestynacji

Prentice Mulford
Pewien człowiek, humanista, pisarz Prentice Mulford, uważany przez wielu Amerykanów za geniusza głosił ideę predestynacji. Chodzi o to, że każdy z nas ma na tym świecie jedną i tylko jedną prawdziwą "połówkę". Na ogół ludzie tworzą związki z połówkami innych ludzi. Niektórzy realizują predestynację - są to osoby uduchowione, świadome siebie, które płyną pod prąd, podążają za intuicją w sferze związków, potrafią zapanować nad chucią-energią seksualną i myślą perspektywicznie. Są prawdziwymi ezoterykami.
Nie chcę odnosić się wprost do tego, co głosił Prentice Mulford, ale bardziej taoistycznie to rozważyć. Taoizm to obserwacja Natury (podobnie jak Huna), i jedno z twierdzeń Taoizmu głosi: Natura nie jest uprzejma.
Natura jest bezwzględna. Jeśli idea predestynacji jest prawdziwa - a wykaż mi, że nie jest - to za każdym razem, kiedy wyciągasz łapy po cudzą własność (cudzego partnera duchowego) oddajesz własnego w łapy cudze. To zdrada samego siebie. Robisz zły interes. Najgorszy, jaki mógłbyś zrobić, bo partner to najbliższa osoba na świecie (przynajmniej teoretycznie), to bliźniacza dusza.
A jeśli jest ona częścią Ciebie - jak głosił Prentice Mulford - to zdradzasz siebie dosłownie, głupcze.
Dzisiaj tyle mówi się o związkach, o seksie, wszystko instrumentalnie, żargonem psychologii. Młodzi ludzie mają za sobą wiele związków - byle jakich, ale związanych ze współżyciem.
A przecież nie wiadomo, czy Prentice Mulford i inni nie mają racji, że nie istnieje ktoś szczególny, z kim jedynie możemy stworzyć w pełnym tego słowa znaczeniu "związek".
Co mówi nam na ten temat serce? I czy dostatecznie uważnie go słuchamy?
Mądry człowiek nie wierzy w teorie, ale podchodzi z dystansem, wątpi, lecz się nie zamyka. Sprawdza, bierze pod uwagę. Bada. Takie jest znaczenie klasyczne słowa "sceptyk".
To ktoś, kto szuka prawdy w doświadczeniu.
Samo to powinno sprawić, że chcąc naprawdę sceptycznie podejść do predestynacji zdystansujemy się i do potocznego poglądu na związki, jako na "przypadkowe" czy "dowolne".
Dystans jest jeden, jest bezwzględny, jak Natura, jak przestrzeń.
Jestem przekonany, że co najmniej 90% związków zakłada się z powodu seksu. Dlatego tak często się rozpadają i powstają nowe. Społeczeństwo (złożone w większości z ludzi po takich płytkich związkach) odrzuca idee duchowe. Zresztą jest to normalne w każdej innej sferze.
Łatwiej jest uwierzyć w moc Internetu, biura matrymonialnego, randki niż w Prawo Przyciągania. Żeby przyjąć Prawo Przyciągania za własne, potrzeba zanegować pospolite podejście i zdobyć wiedzę na temat czakr, aury, ciał subtelnych. Tylko ludzie, których przysłowiowo mówiąc na palcach można policzyć, chcą poznać siebie. I jedynie oni mają szansę na związki z prawdziwego zdarzenia.
Kiedy idziesz na cało, czyli na ciało, według koncepcji predestynacji Twój partner duchowy jest do tego samego skłaniany. Znika siła przyciągania. Prawo Przyciągania przestaje działać. Jest to prawo działające podświadomie.
Podobnie dzieje się z Tobą, kiedy Twój partner zdecydował się wpaść w ramiona kogoś innego, niż Ty. Tracisz z nim duchowy kontakt.
Jedyne, o co powinniśmy się martwić, chcąc zrealizować predestynację - według koncepcji, jaką przedstawiam, przypominam, jako hipotezę do sprawdzenia - to nie próba kontroli partnera i zastanawiania się nad tym, co robi, ale troska o to, żeby być zgodnym z własnymi ideałami, preferencjami, żeby unikać związków będących pudłem, oczekując prawdziwej miłości. W Hunie mówi się o tym jako o zasadzie MAKIA - kierujesz się na dany cel, w daną stronę, tak jak sternik kieruje na dany kurs okręt. I nie zmieniasz tego kursu, a pokus, by to zrobić, znajdujemy bez liku.
Wystarczy, że pojawi się silna podnieta seksualna, a duchowość wielu z nas okazuje się tym, czym jest naprawdę - atrapą. Łatwo być duchowym w gębie, ale to fakty weryfikują, nie teorie.
Czy wierzysz w predestynację czy nie, i tak warto zastosować się do jej porad: nastawić się na jednego, jedynego partnera, najlepszego z możliwych, uruchomić tym samym Prawo Przyciągania i unikać wszystkiego, co byłoby z tym sprzeczne, czyli jakichkolwiek kontaktów seksualnych czy emocjonalnych. Oznacza to swoistą ascezę, celibat do czasu, aż się spotkamy z duchowym partnerem.
Swoistą, bo autoerotyzm rozładowujący napięcie jest jak najbardziej pożądany. Poza tym według tantryków jest on kopalnią ezoterycznej wiedzy.
Żądza seksualna jest największym wrogiem miłości, dlatego musi być ona opanowana (opanowana a nie zniszczona!), jeżeli miłość - czy w rozumieniu predestynacji, czy nie - ma się pojawić.
Ślepa żądza to przeciwieństwo Prawa Przyciągania, które "widzi", jest świadome (pierwsza zasada Huny: świadomość).
Realizacja idei predestynacji to realizacja porady Zen: mądry łucznik celuje zawsze w samego siebie. To w nas samych znajduje się cała wiedza i moc potrzebne do tego, by przyciągnąć do swojego życia partnera marzeń, czyli osobę, która jest dla nas najlepszą partią na świecie.
Związek to egzamin ze wszystkiego, z całego Twojego życia duchowego, psychicznego i fizycznego. To matura z całej Twojej wiedzy, mocy, doświadczenia, intuicji, wrażliwości. To największe wyzwanie życia. Dla większości ludzi niestety znaczy to tyle, co splunięcie. Nie dziwmy się, że to, co nazywają oni "związkami" jest karykaturą, groteską i to często iście piekielną.
Nie zachęcam Cię do wiary w predestynację pisząc ten tekst (rewersem każdej takiej wiary jest zwątpienie), ale do dystansu (i związanej z nim obserwacji) - zarówno do predestynacji, jak i pospolitego, "panseksualnego" podejścia. Otwartość jest jedna, dystans jest jeden. Albo go masz, albo nie masz. Jeżeli nie masz, to nie oczekuj zbyt wiele po sobie, po życiu i po związkach. Natura nie jest uprzejma.
Twój stosunek do samego siebie projektuje się na Twoje pojęcia związku. Jeżeli uważasz się za cielesną istotę, związek będzie dla Ciebie relacją dwojga ciał, seksem, czymś przypadkowym, jeśli jednak uważasz się za istotę duchową, związek będzie duchowym partnerstwem, czymś nieprzypadkowym, np. opartym o boskie prawo predestynacji.
Nikogo ostatecznie nie obchodzi co myślisz na swój temat, i nikogo nie obchodzi jaki związek wskutek tego stworzysz. Nikt nie będzie bił Ci brawa ani się litował, to absolutnie Twoja osobista sprawa.
===
Zobacz książkę "Miłość i prawo przyciągania" oraz "Dzieła zebrane tom 1 - Przeciw śmierci, Niewyzyskane siły życia" Prentice'a Mulforda w Sklepie Munina (koncepcja predestynacji wyłożona jest w rozdziale "Prawo małżeństwa")

3 komentarze:

  1. Uważam, że lepiej cieszyć się obecnością drugiego człowieka, związkiem z partnerem, który może nie jest tym jedynym, duchowym, zamiast czekać na niego do końca życia. Czasem karma nie pozwala być w tym życiu z partnerem duchowym.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Łatwiej jest uwierzyć w moc Internetu, biura matrymonialnego, randki niż w Prawo Przyciągania"? A może te osoby "uduchowione" w internecie szukają partnera duchowego? Znam osoby uduchowione, które mają konta na portalach randkowych. Może w ten sposób chcą zrealizować prawo przyciągania, skoro w inny sposób nie zrealizowali do tej pory? Nie żyjemy wiecznie. W pewnym momencie trzeba wybrać, albo do końca życia celibat, albo związek z partnerem, który nie jest tym duchowym. W wieku 50-60 lat raczej trudno dopiero wchodzić w związki jakiekolwiek. Jest pewna granica wieku i dobrze się przyznać, że jak do tej pory nie przyciągnęło się tego duchowego partnera, to może koniec z predestynacją.

    OdpowiedzUsuń
  3. Spotkanie Bliźniaczej Duszy to sprawa drugorzędna. Najważniejsze jest, czy mężczyzna potrafi kochać kobietę. Zdarza się, że mężczyzna nie potrafi kochać żadnej kobiety, bo jest w emocjonalnym związku ze swoją matką. Zatrzymał się w rozwoju jako mały chłopczyk, który chce bronić swej matki przed smokami. Dla małego chłopczyka to naturalne, że jego matka to jedyna kobieta, z którą chce być. Jeśli dorosły mężczyzna tkwi w emocjonalnym związku ze swoją matką, to nie pokocha kobiety, choćby ta kobieta była jego Bliźniaczą Duszą. Jeśli kobieta zacznie się w nim zakochiwać, to taki mężczyzna odtrąci ją, wygoni, bo nieświadomie wie, że to najważniejsze miejsce dla kobiety jest zajęte przez jego matkę. Kobieta zazwyczaj potrafi intuicyjnie wyczuć, że taki mężczyzna jest zajęty emocjonalnie i nie potrafi jej pokochać. Więc pytanie dla takiego mężczyzny powinno brzmieć nie, „czy to Bliźniacza Dusza”, ale „czy umiem pokochać kobietę, czy potrafię emocjonalnie porzucić swoją matkę?”
    W dorosłym życiu takie emocjonalne związki mężczyzny ze swoją matką objawiają się np. poprzez mieszkanie ze swoją matką, poprzez uwodzenie kobiet w otoczeniu swoją osobą, np. swoich klientek, znajomych, poprzez zwracanie uwagi, że „jakaś kobieta powiedziała o mnie to i to”, „jakaś klientka była ze mną i zrobiłem jej to i to”. Takie zachowania są typowe dla nastolatka, który chce pochwalić się swojej mamie, że ma powodzenie wśród kobiet. Podczas gdy męski mężczyzna nie uwodzi sobą kobiet. Męski mężczyzna adoruje kobietę. Męski mężczyzna potrafi założyć swoje ognisko domowe, do którego zaprasza kobietę. Wtedy kobieta czuje, że mężczyzna zaprasza ją do związku z nim, a nie jako dodatek do jego związku emocjonalnego ze swoją matką, do ich ogniska domowego.

    OdpowiedzUsuń