niedziela, 10 marca 2019

Ciemność w szamanizmie tybetańskim

W tybetańskiej tradycji Bön mówi się wiele o ciemności. Bön to szkoła buddyzmu tybetańskiego (pochodząca od innego mędrca niż Siddhartha Gautama), zawierająca w sobie szamańskie nauki i praktyki. Ciemność jako zjawisko naturalne, jako przedmiot medytacji ma wspaniałe, oczyszczające i oświecające właściwości.
Lamowie uczą: by doświadczyć światła musisz skonfrontować się z ciemnością. Ciemność to droga do przebudzenia świadomości i samopoznania.
Ciemności nie powinniśmy się bać. Należy nauczyć się w niej widzieć sprzymierzeńca. Pozwala ona wyciszyć, uspokoić zmysły, by móc skuteczniej skupiać się na umyśle i duchu.
Naukowcy nawet głoszą, że ciemność jest niezbędna ciału do wypoczynku. Szyszynka prawie tylko w ciemności może wytwarzać hormon melatoninę, niezbędną do zachowania ogólnego zdrowia komórek.
Ciemność to coś, przed czym wielu z nas ucieka. A przecież księża ubierają się na czarno. Powinni kojarzyć nam się z dobrem moralnym i zaletami ducha.
Skąd taki przestrach mrokiem? Sądzę, że wynika to z nadmiernego skupienia uwagi na zewnątrz. Widzimy wtedy tylko zjawisko, ale nie postrzegamy subtelnych zmian energetycznych i mentalnych.
Cień to komponenta dzieł malarskich. Powinniśmy częściej korzystać z czerni, która według Tybetańczyków uwalnia człowieka od egoizmu, naiwności i rozwija tzw. gniewny aspekt - odwagę, nieustraszoność, asertywność.
Czarne światło wykorzystywane jest w tybetańskiej jodze snu i śnienia jako kula wyobrażana w czakrze krocza, stymulująca rozwój gniewnego aspektu.
Oczywiście nie namawiam Cię tu do ćwiczenia samemu, a tylko z nauczycielem.
Czerń nie jest zła, nie ma złej barwy. Oczywiście przesada zawsze prowadzi do skrajności i dysharmonii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jesteś uczniem w Szkole Prawdy

Każdy z nas żyje i uczy się. Czasami uczy się na błędach cudzych, czasami własnych. Niemniej warto wziąć pod uwagę, że możemy się mylić i że...